Jednopart ZRUJNOWANA .


     ZRUJNOWANA???
cz I
-Nienawidzę cię! Niszczysz całe moje życie! Czemu ty mi to robisz?-krzyczałam tłumiąc w sobie łzy .Nie będę przy nim płakać, nie pokażę swojej słabości. Nie mogę do tego dopuścić..                                                                                   
Ojciec zaśmiał się przeciągle kładąc lewą rękę na swoim brzuchu ,który trząsł się razem z nim.                                           
  -Sama je sobie zniszczyłaś! Kazał ci ktoś pić całymi nocami i pałętać się nie wiadomo gdzie a co najważniejsze z kim?!-tego wieczoru był na skraju nerwowej wytrzymałości. Podobne kłótnie miały u nas miejsce kilka razy w tygodniu ale dzisiaj… W jego piwnych oczach błyszczała nieskrywana nienawiść kierowana we mnie w całej swej okazałości. Lekko zamglone od znaczącej ilości alkoholu przeszywały mnie kilkakrotnie zostawiając po sobie trwały ślad. To spojrzenie zadawało mi psychiczny ból…                                                                   Potrząsnęłam głową wypędzając z jej zakamarków strach przed NIM.


-No przecież mam cię za wzór!- warknęłam w pośpiechu zbiegając ze schodów


-Coś powiedziała?!-usłyszałam za sobą stukot ciężkich butów z impetem uderzających o drewniane schody i głos ojca ..a raczej stek najgorszych wyzwisk kierowanych pod moim adresem.-Nie podoba ci się tutaj ?Tak?


Dopadł mnie między kuchnią a salonem. Pochwycił za łokieć po czym kilkakrotnie zadał ciosy z otwartej ręki w moją twarz .Rzucił mną o ścianę a ja bezwładnie osunęłam po niej na podłogę przykładając dłoń do obolałej szczęki. Niepewnie spojrzałam na rękę odrywając ją od twarzy.. była czerwona.. we krwi… mojej krwi..


-Droga wolna- rzucił bez cienia emocji-Wynoś się choćby zaraz.. Nie masz tu już wstępu.. To nie jest twój dom a mnie nie masz prawa nazywać twoim ojcem!                                     
Stał tak bisko wypowiadając te słowa ,że wyraźnie czułam odór alkoholu oraz dym z wypalonego przed kilkoma minutami papierosa ulatniający się z jego ust.


 Uśmiechnął się od ucha do ucha z wyższością.                          
  -Chociaż znając twoją matkę i to jaka była  to nawet nie mogę mieć pewności, że jesteś moja..


W tym momencie nie wytrzymałam .Wybiegłam z mieszkania tak jak stałam. Przecinając ulicę z bliskością bliską światłu ostatni raz spojrzałam na mój dom . Mój dom ,do którego już nigdy nie wrócę..


Dokoła otaczał mnie mrok, więc mój wzrok miał ograniczona pole widzenia w panującej czerni. Na szczęście dobrze znałam okolice. W końcu to tutaj się wychowałam. Do oczu napłynęły mi łzy, kiedy w głowie zaczęły się pojawiać obrazy z beztroskiego dzieciństwa.. Uśmiech mamy..


Sięgnęłam do kieszeni po telefon. Ostrożnie spojrzałam na jego ekran , czarny.                                                                           
  –Szlak!-krzyknęłam-Musiał się zbuntować akurat teraz!!-Do prawdy idealna pora na wyładowaną baterię. Chowając sprzed z powrotem w spodnie poczułam coś mokrego na dłoni. Wysunęłam ją dalej przed siebie i spojrzałam w górę na czarne, bezgwiezdne tej nocy niebo.


-Dziękuję ci Panie Boże właśnie widzę jak baardzo mnie kochasz!-powiedziałam sarkastycznie moknąc w nasilającym się deszczu. Zarzuciłam kaptur na głowę i ruszyłam dalej przed siebie. Jedynym miejscem ,w które mogłam się teraz udać  był pobliski klub „Fight” należący do mojego kumpla,


  Weszłam do zatłoczonego pomieszczenia. Od progu przywitał mnie nieprzyjemny zapach papierosów ,alkoholu i potu unoszący się w powietrzu, do którego już niestety zdążyłam przywyknąć przez ostatni rok..


Zajęłam miejsce na jedynej wolnej kanapie osadzonej z daleka od tańczących na parkiecie pijanych tubylców .Podciągnęłam kolana pod brodę, mocno zacisnęłam na nich ręce i zamknęłam oczy licząc na to ,że głośna muzyka ,której niestety nie dało się ignorować zagłuszy moje tępe myśli. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się , że usłyszałam jakiś trzask w głowie. Jakby coś spadło z dużej wysokości tłukąc się na miliony kawałeczków.. Może to moja nadzieja na normalne życie rozsypała się jak mak..? Do tego ten głos..Jak by mnie ktoś wołał..


-Ash..Ash..-z początku był to cichy szept, który powoli przeradzał się w coraz głośniejszy.. aż w końcu był krzykiem//


-Ashley!-ktoś szturchnął mnie w ramie przywołując do rzeczywistości.


-Ash? Co się do cholery sta..-podniosłam głowę na moją przyjaciółkę Alex. Jej reakcja troche mnie zaskoczyła. Gwałtownie wciągnęła powietrze przez szeroko otwarte usta i zakryła je dłonią na mój widok.. O co jej.. A. No tak. Krew na mojej spuchniętej buzi ..


-Kto ci to zrobił?!-wrzasnęła sięgając do torebki po chusteczki.-Szybko do łazienki, trzeba to z ciebie zmyć!-nie zgłaszałam protestów i posłusznie pokierowałam się za dziewczyną. Drzwi do toalety zamknęła na klucz tak by nikt nam nie przeszkadzasz. Zmoczyła jedną chustkę i delikatnie przyłożyła do miejsca pęknięcia skóry na mojej twarzy.


-Ajj!- syknęłam gdy chłód wody zetknął się z bolącym miejscem.


-Przepraszam. Wiem, że to boli ale nie ma innego sposobu.. –sięgnęła po kolejną chusteczkę wyrzucając zakrwawioną do kosza. –A teraz mów kto cię tak urządził..


Nie wiedziałam czy mam powiedzieć prawdę czy może dać jej jakąś bajeczkę o przypadkowym zdarzeniu na ulicy. Problem w tym, że Alex zna mnie od zawsze i za dobrze by uwierzyć  w moje kłamstwo, nabrać się na coś tak banalnego.                     
  –Ojciec…-  powiedziałam przez zaciśnięte zęby ledwo słyszalnym głosem.


-Znowu? Ash musisz coś z tym zrobić. On nie może..


-Już zrobiłam- przerwałam dziewczynie uciekając od jej spojrzenia- Odeszłam  z domu . Wyrzucił mnie jak psa-Lexi zerknęła na mnie niepewnie


 –Tylko powiedz mi co teraz? –Podskoczyłam i usiadłam na blacie obok umywalki mają za sobą lustra.-Paul nie da mi tu zostać, tak na dłuższą metę. Chyba ,że podjęłabym prace u niego.. ale tego co oferuje niestety się nie podejmę.. nie będę się poniżać wole już spać pod mostem niż spać z obcymi facetami..


No ładnie to się nazywa dopiero szczęście w życiu. Alex pokiwała głową.


-Nie nie .Nawet nie ma takiej mowy. Zamieszkasz ze mną –powiedziała bardziej oznajmująco niż niepewnie.


-Chciałabym ci przypomnieć – zaczęła ciężko wzdychając – Że nie mieszkasz sama a twój brat raczej za mną nie przepada.


Taa.. jeśli wzajemną nie do końca uzasadnioną nienawiść można tak określić.


-Tym to się nie martw. Harry nie ma tu nic do powiedzenia. Chodź. Zbierajmy się stąd.


Zsunęłam się z blatu i podążyłam za Lexi mając jednak inne zdanie i na pewno nie tyle entuzjazmu co ona.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
cz II.
Gdy wychodziłyśmy z klubu co trzeci.. no dobra. Co drugi facet obejrzał się za Lexi Ale cóż sie dziwić. Bo kto może się oprzeć długonogiej brunetce (w czarnej mini i wysokich obcasach) o zaokrąglonych kształtach.. Mówiąc zaokrąglone mam na myśli konkretne dwa miejsca na ciele, które zwracają uwagę w szczególności płci przeciwnej..


Gdy znalazłyśmy się na zewnątrz chłodne powietrze smagało moją twarz uciążliwie rozwiewając mi kosmyki splątanych włosów. Alex bez zbędnej gadaniny wyciągnęła z błyszczącej  kopertówki telefon.


-Zaczekasz chwilke? Tylko załatwię nam transport.-przyłożyła sprzęt do ucha wolną ręką odgarniają z czoła gęste włosy.


Na szczęście deszcz przestał padać, chociaż jak na początek lipca noc była nieprzyjemnie zimna..


Alex zakończyła rozmowe i posłała mi współczujący uśmiech.


-No-rzuciła w końcu -Zaraz tu po nas będzie.


-Kto..?-miałam nadzieje, że nie jest to osoba ,o której myśle.


Dziewczyna na początku nie była skłonna do odpowiedzi. Oznaczało to,że za bardzo się nie myliłam. Po chwili jednak zrezygnowała będąc pod ostrzałem mojego spojrzenia.


-Harry-wydusiła prawie bezgłośnie.


-A byłaś tak uprzejma by powiedzieć mu, że ja też tu jestem?


Dobrze znałam odpowiedź na to pytanie. Alex pokiwała przecząco głową.


-Super .Aż się nie mogę doczekać kiedy mnie zobaczy. Świetnie się zaczyna..


-Daj spokój, nie będzie tak źle


Ta..no ona sama nie wierzy w to co mówi. Nasza „antysympatia” z Harrym zaczęła się mniej więcej rok temu..Do tego czasu nasze stosunki były ..hm..dobre. Jedno wydarzenie wywróciło wszystko do góry nogami…


 „Tego dnia nocowałam u Alex. Mój ojciec jak zwykle, a ja nie miałam ochoty wysłuchiwać ciągłych jego oskarżeń i tego ,że śmierć mamy to była moja wina..


Siedziałyśmy przed telewizorem zapychając się popcornem i innymi świństwami. Nagle do pokoju wpadł Harry ze swoimi kumplami Louis’em i Zayn’em. Byli nieźle wstawieni lecz to Harry trzymał się najlepiej. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.


-Oooo! Gdybym wiedział  ,że będziemy mieć takiego gościa to nigdzie bym nie wychodził-powiedział zbliżająć się w moim kierunku po czym uwiesił mi się na szyi.


-Tak Hazz ja też się cieszę, że cie widzę-próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku.-Kończyć czułości ja tu oglądam!!-krzyknęła Lexi rzucając w brata garścią prażonej kukurydzy-Zabieraj koleżków  do pokoju i bawcie się sami a nam dajcie spokój!-dodała jednocześnie otulając się kocem.


Chłopcy po chwili opuścili naszą salę kinową. Sięgnęłam po mój kubek i upiłam łyk drinka..Troszke alkoholu.. Jakaś dziwny był ..No nie ważne..


-Boże i on ma być starszy i mądrzejszy..-Lexi teatralnie złapała sięza głowę zerkając w stronę odchodzących chłopaków. Reszta wieczoru była dość normalna..Do pewnego czasu..Nie wiem nawet kiedy zasnęłam na kanapie w salonie..Jednak po przebudzeniu.. nie było mnie tam gdzie odpłynęłam do Morfeusza.. Rozejrzałam się po nowym miejscu.. Zaraz, zaraz ..POKÓJ HARREGO!!


-Co ja tu robie!-krzyknęłam i poczułam jakiś ruch obok siebie.


-Co jest..-wydukał zaspany chłopak przecierając zamglone oczy. Chciałam  wstać i uciec ale w pewnym momencie spostrzegłam na podłodze znajomą bieliznę. Nie to nie może być.. Zerknęłam pod kołdrę ..Byłam naga ..a obok głowy Hazzy leżała zużyta.. Nie to niemożliwe!!


-Tobie odbiło!-wrzasnęłam we łzach zrzucając Harre’go z łóżka. Zdezorientowany powoli stanął na równe nogi..


-Ash..co..


-No właśnie co?! Naga?! I Ta prezerwatywa.. Coś ty mi zrobił!? –Po chwili skojarzyłam pewien fakt-Dziwny smak …


-Jaki smak?-odparł zbliżając się do mnie. Machinalnie odskoczyłam.. Bałam się.. Szczelnie owinięta pościelą wybiegłam z pokoju..”


Od tej pory wszystko się zmieniło .Ja niczego nie pamiętam ale nie mogłam też pójść z tym na policje bo i co im powiem:” Nie jestem pewna czy przypadkiem nie zgwałcił mnie brat mojej przyjaciółki. Acha i do tego sama też nie byłam trzeźwa.” Dlatego odwiedzałam Alex tylko kiedy jej brata nie był w domu a jeśli już na siebie wpadliśmy nie były to najprzyjemniejsze spotkania..


 Ze wspomnień wyrwał mnie dźwięk klaksonu. Już jest. Przyjechał.


-Lexi..-złapałam przyjaciółkę za rękę i pociągnęłam na bok-Ja.. ja się boje u was mieszkać..


-Bez przesady ..on ci nic nie zrobiło ..To wszystko było dawno i jak to mówią.. nie prawda?


-Ta nieprawda!-parsknęłam rozzłoszczona. Alex otworzyła przede mną drzwi od strony pasażera.


-Wsiadaj z przodu.


Zwinnie wślizgnęłam się na siedzenie obok kierowcy .Jake  patrzył przez szybe od swojej strony.


-Lexi nie mam czasu! Zamykaj te drzwi i je..-Odwrócił głowę w moją stronęi to co zobaczył wyraźnie mu się nie spodobało .O dziwo nie była to złość .Tu liczył się efekt  zaskoczenia.


Spuściłam wzrok na swoje dłonie splecione na kolanach.


-Aaa-Zająkał się lecz po chwili wrócił do siebie.-Co ty tu robisz?! Gdzie Alex?


-Tutaj!-dziewczyna wychyliła się zza jego siedzenia łapiąc go za głowę i mierzwiąc jego niesfornie ułożone brązowe loki. Harry zgasił silnik a mi ślina niczym gula stanęła w gardle .No to się zacznie..


-Co to ma być! Mówiłaś ,że wracasz do domu! Teraz co, mam cie wozić w nocy po klubach?! Jeszcze z „nią”?!


Wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo w swojej wypowiedzi..


-„Ona” siedzi obok i nie lubi jak się udaje ,że jest niewidzialna.-rzuciłam gniewnie nie patrząc na Harrego.


-Cicho. Do ciebie nie mówie. –nie krzyknął…dziwne.


-Hazz ja właśnie wracam do domu ..a właściwie to wracamy..-dodała ciszej Alex


Chłopak odwrócił się do siostry i spojrzał na nią wyraźnie zaciekawiony.


-Co mam rozumieć przez ..”wracamy”?


-Pogadamy na miejscu.-zakończyła Lexi rozsiadając się wygodnie na tylnych siedzeniach auta.


Harry ciężko westchnął. Oparł głowę o zagłówek i zamkną oczy. Po chwili bez słowa odpalił silnik i ruszył zostawiać za sobą neony bijące z klubu..
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
cz III
Przez całą drogę nikt nie raczył przerwać tej niezręcznej ciszy i napięcia które wyraźnie wisiało w powietrzu. Niespełna piętnaście minut później byliśmy już pod domem Alex..no i Harrego.


Bez słowa opuściliśmy samochód i pokierowaliśmy się w strone mieszkania. Tego samego ,w którym rok temu..ugh! To będzie trudne.. Harry wyjął z kieszeni pęk kluczy po czym włożył jeden z nich do dziurki w drzwiach. Przekręcił nim dwa razy a gdy usłyszał charakterystyczne szczęknięcie nacisnął klamkę i wpuścił nas do środka.


Znaleźliśmy się w dużym korytarzu. Ściągnęłam swoją bluzę i powiesiłam ją na wieszaku. Harry bez słowa wszedł  do salonu i położył się na kanapie.


-Ash.. musimy z nim porozmawiać, wiesz o tym..-szepnęła Alex zsuwając z nóg swoje wysokie szpilki-Chodź. Załatwmy to raz dwa.


-Ale ty mówisz.. ja się nie odzywam.


Przyjaciółka westchnęła ciężko i pociągnęła mnie za sobą do salonu. Harry mimowolnie zmienił swoją pozycje kiedy znalazłyśmy się obok niego tak ,że teraz siedział i przyglądał nam się z zaciekawieniem. Twarz zakrywały mi długie włosy. Wolałam, żeby nie widział mojej rozwalonej szczęki. W samochodzie było ciemno więc jego pole widzenia nie pozwoliło mu na dostrzeżenie skazy na mojej twarzy.


-No mówcie.-rzucił po chwili.-O co do jasnej cholery tu chodzi.-W jego głosie czuć było jad i niechęć do mojego towarzystwa.


Alex bez wstępów zakomunikowała pewnym tonem.


-Ash od dzisiaj mieszka z nami.-Pobladłam a Harrego zatkało.


-To jakiś wasz kolejny głupi żart?-wydukał po chwili otępienia.


Nie mogłam tam siedzieć. Wybiegłam z pokoju i zamknęłam się w łazience. Łzy napłynęły mi do oczu. Super. Kolejne miejsce gdzie mnie nie chcą. Ale mam być twarda! Przemyłam oczy wodą i powoli wyszłam z łazienki zmierzają do pokoju ,w których kilka chwil temu zostawiłam bez słowa przyjaciółkę i jej brata. Zanim weszłam do salonu zatrzymałam się jednak na chwileczkę.  Usłyszałam ,że rozmawiają…nie kłócą się a.. rozmawiają.. to mnie zadziwiło..


-Co ty do niej takie masz? Za co jej tak nienawidzisz?-dopytywała Lexi


-Nie nienawidzę .. to zwykła smarkula ,która nie liczy się z niczym i nikim i wystawiła się na rodzinę.-burknął z niechęcią


-Co ty pieprzysz! Po pierwsze ta „smarkula” ma tak samo jak ja osiemnaście lat a po drugie nie wydaje mi się ,żeby to ona wystawiła się swoją rodzinkę..


-Jaśniej proszę.. –upomniał się chłopak


-Ehh..- Lexi westchnęła- Ojciec.. bił ją i wyzywał. Dzisiaj było to samo tylko o wiele brutalniej.. Wyrzucił ją z domu. Zrozum to moja najlepsza przyjaciółka, ma tylko mnie.. nie pozwole jej spać na ulicy. Poza tym nie wierze ci ,że masz o niej tak złe zdanie. Ty udajesz! Przecież jeszcze nie tak dawno mówiłeś ,żę chyba się w niej..


-Nie kończ!-syknął ..a mnie zatkało. –To było jeszcze przed.. tamtym wydarzeniem..-dodał cicho po chwili.


-Nigdy cie o to nie pytałam ale .. Czy ty na prawde to zrobiłeś? Skrzywdziłeś Ashley?


Cisza..


-Nie wiem ale wiele razy modliłem się, żeby to był tylko głupi sen. Byłem pijany ale przecież  nie aż tak..


Jestem rozdarta.. pogubiona.. co to wszystko ma znaczyć? Rok mojego życia w plecy..? Rok w kłamstwie, które.. sama stworzyłam.. Ale to nie możliwe.. prawda?


Powoli weszłam do pokoju nie zwracając uwagi na Hazze. Chłopak wstał i minął mnie. Miedzy salonem było powieszone duże lustro , w które spojrzałam gdy przechodził obok. Pech chciał ,że zerknął w nie w tym samym momencie i tym razem zobaczył całą moją poranioną twarz.. Staną wpatrując się we mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wiedziałam co ma robić. Zamknęłam oczy i nakryłam je dłońmi osuwając się o ścianę na marmurową podłogę.Alex podbiegła do mnie szybko.


-Harry lepiej już idź..


Na początku się nie poruszył.. Dopiero po chwili usłyszała oddalające się jego kroki.


-Ash nie płacz.. chodź pokaże ci gdzie będziesz spać.


Podniosłam się powoli i poszłam razem z Lexi na piętro. Tam dziewczyna otworzyła przede mną drzwi do gościnnego pokoju.


-Czuj się jak u siebie. Możesz zostać jak długo chcesz. Pójdę na dół zrobić coś do jedzenia a potem dam ci jakieś ciuchy do spania. Jutro postaram się przywieść twoje rzeczy od ojca-powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi.


Pokój był w brzoskwiniowych barwach a białymi mebelkami i dużym łóżkiem. Rozsiadłam się na nim i podsunęłam nogi pod brodę. Rozległo się pukanie do pokoju..


-Proszę-rzuciłam zachodząc w głowę czemu Alex puka .. i o czym zapomniała..?


Drzwi powoli otworzyły się a w progu stanął..Harry?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------   

-Mogę ?- zapytał niepewnie stawiając krok w przód . Bałam sie. Chociaż przez to co usłyszałam w salonie lęk nieznacznie zmalał to moje serce kołatało w piersi obijając się o żebra..
-Wejdź..-słyszałam jak głos mi się załamuje ale nie mogłam dać po sobie poznać tego strachu..-To w końcu Twój dom..-poczułam jak zimy dreszcz przebiega od karku wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Ja chciałem tylko porozmawiać-zaczął powoli zbliżając się do mnie- bez krzyków-zrobił kolejny krok -obelg -był coraz bliżej mnie -..i innych nieprzyjemności..-zakończył zdanie siadając na skraju łóżka jak najdalej ode mnie
-Ojciec Ci to zrobił? -wyszeptał ledwo słyszalnie wyciągając powoli ręke w kierunku mojej twarzy jednak szybko się powstrzymał i  dłoń powędrowała z powrotem na jego kolano zaciskając się w pięść. 

W odpowiedzi tylko skinęłam głową głośno przełykając ślinę i unikając jego wzroku
No i co teraz? Co miałam mu odpowiedzieć ? Nie ma sprawy ? To jakieś niedorzeczne..dzisiejszy dzień jest niedorzeczny ale żeby aż tak namieszał ..?
-Jeśli czegoś teraz potrzebujesz ..jakiejkolwiek pomocy którą jestem w stanie Ci zapewnić mów śmiało ..tylko poproś..
Ja juz sama nic nie rozumiałam . A przede wszystkim siebie. Czy moje oskarżenia były słuszne ? Czy to zwykłe niedomówienie? Ale jego koledzy mówi co widzieli. Jak niósł mnie do pokoju,jak dosypał mi czegoś do picia i to że później byłam jak zwłoki. nieświadoma niczego..
-Rok temu..-zaczęłam ze ściśniętym gardłem.-Zayn ..powiedział mi że to Ty dosypałeś mi jakieś świństwo do napoju..chce tylko wiedzieć ..za długo już mnie to męczy..czy to prawda?
Harry był w szoku
-Ja..przyznam nie byłem do końca trzeźwy ale też i nie pijany..ja nigdy by, czegoś takiego nie zrobił..na pewno nie Tobie..zaraz ..Zayn Ci to powiedział?? -chłopak jakby nagle oprzytomniał
-Tak. A Louis dodał ,że widział jak mnie zanosisz do swojego pokoju.
pokiwałam przecząco głową
- ..nic się nie stało. Zaplanowali to . Ich pieprzony żart prawie zrujnował moje życie i przy okazji również Twoje...! Wiedziałem !- krzyknął jakby pczuł ogromną ulge..- To było oczywiste że nawet po pijaku nie zraniłbym ani nie wykorzystał kogoś kogo ko..- uciął i zmieszał się nagle..moja reakcja na jego słowa nie wiele się różniła -..kogoś kogo tak dobrze znałem a tym bardziej przyjaciółce mojej siostry..- uzupełnił zmieniając troche szyk zdania ..jedank ja i tak byłam jakby wmurowana w ziemie po usłyszeniu kilku słów..

-Chciałbym..-zaczął jednak na chwile uciął przywołując znów to niezręczną cisze której tak nienawidziłam-..chciałbym Cie przeprosić. -powiedział w końcu. Zdziwiona spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami
-Nie wiem co się  w tedy stało..i nie wiem dlaczego się tak nie lubimy ale..przepraszam za to . Za wszystko co sprawiło że przeze mnie cierpiałaś..



Harry wstał z łóżka i z całej siły wyładował swój nagły przypływ dziwnej furi uderzając w ściane.
-Mi powiedzieli że nic nie wiedzą ! Że byli pijani i nic nie wiedzieli nie pamiętają !
Zdajesz sobie sprawe o czym to świadczy ??


Usiadł znów obok tym razem już jednak bliżej
-Co ty o tym wszystkim sądzisz ?- uśmiechał się . TAk po prostu na jego twarzy zawitał uśmiech,ktorego nie widziałam tak dawno..dołeczki w policzkach które tak lubiłam ..uśmiech kierowany do mnie..nie przypuszczałam że jeszcze kiedyś taki dostane..jednak musiałam się opamiętać
- Mam tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim ? Rok w kłamstwie bólu i strachu? Biorąc pod uwage to że nie mam 100% pewności?
-Tak..-uśmiech troche mu zbladł..-masz racje.Dobrze..więc czy moge Ci jakoś pomóc?
-Właściwie miałabym jedną prośbe,ale nie chce Cie wykorzystywać-odparłam patrząc w pustą przestrzeń. Dalej zachowywałam dystans . Inaczej nie umiałam
-Wal śmiało -odparł unosząc delikatnie kąciku ust ku górze
-Alex zaproponowała ,że jutro pojedzie po moje rzeczy do domu ale boje się że jeśli zastanie ojca..zapewne jeszcze zalanego..
-Nie ma sprawy. Ja to załatwie. Masz może klucze czy mam się włamać ?-zażartował jednak mi nie za bardzo było do śmiechu
-Mam..ale może dam Ci je rano?
-Pojade teraz  i tak nie mam już co robić..Im szybciej tym lepiej ..-odparł ze szczerym uśmiechem na co i moja twarz mimowolnie się rozchmurzyła
-Co im szybciej tym lepiej ? -zapytała Lexi trzymają w ręku tace z kanapkami i parującą herbatą-Czy ja o czymś nie wiem ?-spojrzała na nas wyraźnie zdziwiona 
Nic nie mówiąc podałam Harremu klucze i posłałam blady uśmiech
-Czy ja o czymś nie wiem? -dopytywała zmieszana Alex całą sytuacją
-Narazie jeszcze nie -odpowiedział jej Hazz wychodzą z pokoju wyraźnie zadowolony co wywołało ciekawą mine na twarzy jego siostry:)
Jednak nie pytała mnie o nic .Zjadłyśmy kolacje . Alex przyniosła mi jakieś ciuchy do spania. Zabrałam je sobą i poszłam pod prysznic.
Gorące krople ciewej wody spływały po ciele zabierając ze sobą stres i zmartwienie..
Powoli ta nieszczęsna układanka się składa..Włożyłam szare dresy i białą koszulke. Wsunęłąm się do cieplutkiej pościeli i zmęczona wrażeniami szybko odpłynełam....
Obudził mnie jakiś trzask.Otworzyłam oczy gwałtownie zrywają ze su jednak ciemność uniemożliwiała mi widzenie.Ostrożnie zapaliłam lampkę..

-Harry..-wnosił torby potykając się o wszystko co stało mu na drodze..-przestraszyłam sie.
-Przepraszam że Cie obudziłem-rzucił nie patrząc nawet w moją strone
-Nic się nie stało-spojrzałam gdzie odkłada moje ciuchy jednak co innego przykuło moją uwage. Jego koszulka..cała czerwona..-Krew !? -krzyknęłam a chłopak podbiegł do mnie i zatkał mi usta dłonią.
-Cśi . Nie krzycz. Nic mi nie jest.
-To skąd ona..i czemu..ale co się stało ..? -szeptałam by nie obudzić Lexi
-Skaleczyłem się w ręke . Nie miałem czym zatamować..-nie patrzył na mnie
-Za dużo krwi jak na jedną rane..co się stało?-dopytywałam przekonana że nie mówi mi prawdy-zgasił lampke. W pokoju zapanpwałą ciemność..-Śpij..już nie musisz się niczym przejmować. Koniec ze zmartwieniami. Już nikt Cie nie skrzywdzi i wszystko będzie dobrze..-pocałował mnie w czoło i wyszedł..Rozmyślałam nad tym. Skąd tyle krwi po wizycie w moim domu..może ojciec mu coś zrobił..nie to nie możliwe..pewnie leży gdzieś zalany.. chwile to rozważałam i niedługo potem zasnęłam..

-Ash wstawaj !-ktoś krzyknął mi do ucha. Po omacku sięgnęłam po najbliżej leżącą poduszke i rzuciłam nią w mój "budzik "
-Ash! Jest dwunasta !
-Która? - otworzyłam z niedowierzaniem oczy 
-Chodź na dół zrobiłam śniadanie -powiedziała Vee .Powili zwlokłam się na dół z wygodnego łóżka,które wytwarzało specjalne pole magnetyczne uniemożliwiając mi tym opuszczenie go.

Harry siedział przy stole zajadając swoje tosty .Podsunął mi pod nos talerz z moją porcją
Rozległo się pukanie do drzwi .Harry wolnym krokiem poszedł sprawdzić kto dobija się do domu.
-Smacznego i dzień dobry -powiedział nie wyrażając w swojej wypowiedzi żadnych emocji.Pokiwałam tylko głową i zajęłam się jedzeniem.

-Dzień dobry -usłyszałam niski ,męski głos -jesteśmy z policji.Czy jest tutaj może Ashley Malik ? Szukamy jej mamy dla niej wiadomośc do przekazania.
Zadrżałam .Posiłek stanął mi w gardle .Podniosłam się z krzesła i pokierowałam do frontowych drzwi zatrzymując się obok Harrego ,który przesunął się w bok wyciągając jednocześnie ręke w moim kierunku
-Oto i ona nic jej nie jest-powiedział i stał w bezruchu
-Taj to ja o co chodzi ? -wyszeptałam trzęsącym się głosem
-Zeszłej nocy dostaliśmy wezwanie od sąsiadów ,że w pani domu zakłócana jest cisza nocna..-mówiąc to patrzył na mnie dziwnym wzrokiem -Kiedy znaleźliśmy się na miejscu odkryliśmy że ..
Nie wiedziałam zupełnie o co chodzi ..

Nie wiemy jak to się stało. Nie było śladów włamiania ale nic nie wskazuje na samobójstwo ..Czy chce pani jakiejś pomocy z naszej stro..
Zamknęłam dzrzwi.
Harry dalej stał i patrzył na moją reakcje . Wyglądał dziwnie jakby chciał powiedzieć "przykro mi" ale z jego ust nie wypłynęły żadne słowa .
Również nic nie powiedziałam . Zabrakło mi siły by mówić
Poszłam powoli do salonu ..Harry szedł za mną jakby się bał tego co może się teraz stać..


'Bardzo nam przykro powiadamiać panią o tym w taki sposób ale pani ojciec..
Już kiedyś to słyszałam "Bardzo nam przykro ale straciła pani rodzica"

W tedy też przyszli do mnie funkcjonariusze informując o śmierci mamy.
Pokłóciła się z ojcem bo mnie uderzył . Pierwszy raz . Wsiadła do samochodu i już nie wróciła. Uderzyła w drzewo. Ale teraz..? Ktoś zabił mi ojca ?!! Kilka godzin temu ???

Kilka godzin temu zginął ojciec..mniej więcej w tedy kiedy  Harry pojechał zabrać moje rzeczy ..
Nie było śladów włamania..sama dałam mu klucze..krew na koszulce...
 Moment..myśli zaczęły krążyć po mojej głowie ..i te słowa...
"już nie musisz się niczym przejmować. Koniec ze zmartwieniami. Już nikt Cie nie skrzywdzi i wszystko będzie dobrze.." 
Harry to zrobił ??????





cz VI-niebawem!! 

1 komentarz: